Przyzwyczajenie

IMG_4987

Przyzwyczajenie może być powodem naszego nieszczęścia. Trwamy przez lata w relacjach, sytuacjach czy miejscach, które nam nie służą, ale do których przywykliśmy. Wyjście z tego bezpiecznego, znanego ale jednak koszmaru jest naznaczone licznymi znakami zapytania, niepewnością i strachem. Dlatego lepiej pozostać w dobrze znanym choć nie dającym szczęścia miejscu w życiu.

Ale, przyzwyczajamy się też do dobrych i pięknych rzeczy. Gotując dzisiaj indyjskie danie na obiad dla Halinki spojrzałam na półkę z przyprawami. Tuż obok nich stoi figurka Buddy, w otoczeniu armii gumowych warzywnych zwierzaków. Za nimi liścik pełen dobrych i pięknych myśli.

Nie warto się przyzwyczajać. Codziennie chcę widzieć tego Buddę po raz pierwszy, zachwycać się jego spokojem i czerpać z tej ciszy. Chcę czytać ciągle na nowo te słowa z maleńkich karteczek, którymi wypełnione są miejsca w moim domu. Budząc się co rano chcę czuć dotknięcie świata, które mnie otacza, chcę cieszyć się każdym machnięciem psiego ogona i końskim parsknięciem. Życie przepełnione jest pięknem, czasami wydaje mi się, że jest go zbyt wiele, żeby udźwignąć… Codziennie trzeba widzieć wszystko na nowo, po raz pierwszy. Nie można się przyzwyczajać…

Reklamy

Zatrzymaj lato na jesień – joga w Krainie Szeptów

64806296_2414827758750572_7611752045124517888_n

Jesień w górach jest piękna. Czaruje bogactwem barw i ciepłym jesiennym słońcem. Zabieram Was tej jesieni do Krainy Szeptów, na kojący, wyciszający weekend z jogą.
Jak zwykle, będziemy na diecie wegetariańskiej, praktykę jogi będziemy przeplatać podziwiając okolicę. Koić zmysły będziemy dźwiękami mis i gongu, a ciało pieścić za pomocą asan.
Szczegółowy plan pobytu:
Piątek, 11.10.2019
• 14.00 przyjazd
• 17.00 wspólna, powitalna kolacja
• 19.00 wieczorny relaks, zwrócenie uwagi do swojego wnętrza, wsuchanie się w swoje indywidualne potrzeby
Sobota 12.10.2019
• 7.00 dla chętnych, intensywna praktyka Ashtanga Jogi
• 9.00 powitanie dnia
• 10.00 śniadanie
• 12.00-14.00 czas na podziwianie piękna okolicy
• 15.00 warsztatowa sesja hatha jogi
• 18.00 obiadokolacja
• 20.00 wieczorna joga nidra, relaksacja przy dźwiękach mis
• 21.00 wspólny wieczór przy kubku gorącej herbaty
Niedziela 13.10.2019
• 7.00 dla chętnych, intensywna praktyka Ashtanga Jogi
• 9.00 powitanie dnia
• 10.00 śniadanie
• 11.00 warsztatowa sesja hatha jogi
• 13.30 wspólny pożegnalny obiad
Woda i herbata dostępne dla uczestników przez cały czas trwania warsztatu.

Szczegóły tutaj: Zatrzymaj lato na jesień

 

Eko joga

IMG_4397_2

Pod auspicjami ONZ kilkuset ekspertów z 50 krajów uczestniczyło w pracach Międzynarodowej Platformy Naukowo Politycznej w sprawie Bioróżnorodności Ekologicznej i Funkcjonowania Ekosystemów. Niedawno ukazał się obszerny, 1800 stronicowy raport podsumowujący pracę komisji, a jego skrót został podany do publicznej wiadomości przez ONZ na początku maja.

Wynika z niego jednoznacznie, że ponad 75% środowiska naturalnego zostało trwale zmienione pod wpływem działalności człowieka, a zmiany te prowadzą do jego degeneracji. W ich skutek, milion gatunków zwierząt i roślin jest zagrożonych wyginięciem. Intensywny rozwój gospodarczy, kosztem niekontrolowanej wycinki drzew i dzięki rabunkowej gospodarce surowcami naturalnymi stawia nas na skraju ekologicznej przepaści.

Do produkcji rolnej i hodowli zwierząt wykorzystuje się więcej niż 1/3 powierzchni ziemi i ¾ zasobów słodkiej wody, z czego 80% powstałych ścieków przedostaje się do środowiska naturalnego bez żadnego oczyszczenia. A to sprawia, że już 40% populacji ludzkiej nie ma dostępu do czystej wody pitnej.

Zaledwie kilka dni temu, pod koniec maja, niemalże na naszych oczach zmarł ostatni samiec nosorożca sumatrzańskiego. Jesteśmy świadkami tego, co opisano w raporcie, ta historia dzieje się na naszych oczach.

Joga jest ścieżką duchową prowadzącą poprzez ciało. Dzięki regularnej praktyce docieramy do swojego wnętrza, jesteśmy bardziej świadomi. Trwając w pozycji zaczynamy wyodrębniać poszczególne mięśnie, taśmy powięziowe, ich sploty i połączenia. Najpierw dzielimy się na drobne kawałeczki, czujemy jak ruch i trwanie w pozycji dociera w odległe miejsca naszego ciała. Poznajemy się na nowo. Z czasem jednak, zaczynamy ruch przeciwny, zamiast dzielić zaczynamy integrować, z nazwanych, oddzielonych od siebie fragmentów ciała budujemy siebie na nowo i tworzymy nowego, świadomego Człowieka. Na tym, w dużym uproszczeniu polega Teoria Integralna Kena Wilbera, współczesnego filozofa amerykańskiego, zajmującego się kulturą i duchowością.

Często słyszymy od naszych Nauczycieli, że joga nie kończy się na macie. Że jej przedłużeniem jest nasza codzienność, jest nasze zwyczajne, codzienne życie. To w myśl filozofii integralnej coś zupełnie naturalnego, bowiem przez praktykę jogi zaczynamy czuć się elementem całości, integrujemy się ze środowiskiem, ze wspólnotą innych ludzi. Dlatego, krzywdę wyrządzaną środowisku naturalnemu powinniśmy odbierać bardzo osobiście, jako krzywdę wyrządzaną nam samym.

Sytuacja wydaje się beznadziejna z punktu widzenia pojedynczego człowieka, wpłynięcie na zmianę sytuacji na świecie, zatrzymanie degeneracji środowiska jest w pojedynkę niemożliwe.

A jednak, tworzymy liczną, świadomą grupę, ludzi na duchowej ścieżce. Większość z osób praktykujących jogę jest na wegetariańskiej diecie, nie przyczyniając się tym samym do wzrostu zapotrzebowania na mięso i związanego z tym zanieczyszczenia. Wegetarianizm staje się w XXI wieku jedną z prostszych postaw głęboko proekologicznych. I choć każdemu zdarza się regularnie odpowiadać na to samo pytanie: „To co ty jesz, jak nie jesz mięsa?”, to liczba osób przechodzących na wegetariańską dietę stale rośnie.

Jak powiedział Mahatma Gandhi: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” Niech nasza praktyka rzeczywiście nie kończy się na macie. Pozwólmy, żeby proces integracji zachodził w naszych ciałach i umysłach tak głęboko, aż poczujemy się jednością z całym stworzeniem. Aż staniemy się indywidualnie odpowiedzialni za krzywdy wyrządzane przyrodzie, do tego stopnia, że zabierzemy ze sobą z lasu śmieci pozostawione tam przez kogoś innego.

Nikt za nas nie zmieni świata, tylko naszymi własnymi, indywidualnymi decyzjami możemy kształtować rzeczywistość, w jakiej żyjemy. Dlatego, wybierajcie eko, bio i wege, nawet jeśli inni tego nie rozumieją. Joga to stan świadomości, to zobowiązanie wobec świata.

Droga duchowa różne ma oblicza

50edb8ca-5236-4535-97e1-c0e69be46c85 2

Napotykam ostatnio coraz więcej publikacji o tym, że praktyka jogi w świecie zachodnim została pozbawiona treści. Ze kult ciała i wyzwanie mobilizujące do wykonania kolejnych, coraz bardziej wymyślnych pozycji pozbawia tą przecież duchową praktykę prawdziwej głębi. Rzeczywiście, media społecznościowe pełne są fotografii i filmów, na których piękni i wysportowani ludzie wykonują imponujące pozycje, będące często asanami lub wariacjami na ich temat. W większości przypadków nie dociera do nas nawet informacja, że osoba którą podziwiamy jest sportowcem, gimnastykiem lub tancerzem baletowym i w związku z tym, wykonywanie tego typu pozycji nie jest związane z żadną specjalną praktyką, a raczej z wieloletnim treningiem sportowym prowadzonym od dziecka.

Jogini których znam, dzielą się w takiej sytuacji na dwie grupy: na tych, którzy zaraz po odłożeniu gazety czy komputera rozwijają matę i zaczynają mierzyć się z wyzwaniem oraz na tych którzy się zniechęcają. W tej drugiej grupie są osoby, które nie mają wysokiej samooceny, szybko się zniechęcają, a wyraźnie zauważalne blokady w ciele stanowią pełną wyzwań drogę na kilka następnych lat, pozbawioną raczej spektakularnych pozycji.

Tymczasem, moim zdaniem jest zupełnie inaczej: często powtarzam osobom uczestniczącym w zajęciach, że ważna jest droga a nie cel. Że praktyka jest celem samym w sobie i że z pozycji, które nam nie wychodzą uczymy się najwięcej. Bo tylko wtedy, kiedy napotykamy bariery w ciele, kiedy się zatrzymujemy i analizujemy co właściwie nam przeszkadza w konkretnej pozycji, tylko wtedy dowiadujemy się o sobie nowych rzeczy i naprawdę spotykamy się sami ze sobą.

Widzę jednak tą sprawę jeszcze szerzej. Nie tylko nie trzeba mierzyć się ze spektakularnymi pozycjami jogi, ale nie trzeba nawet praktykować jogi, żeby doświadczyć głębokiego wglądu we własną istotę i żeby poznać swoją prawdziwą naturę. To może wydarzyć się równie dobrze podczas biegania, jazdy na rowerze albo pływania! Bo każda nasza aktywność dająca nam szansę na obcowanie z sobą samym jest źródłem wiedzy i bodźcem do rozwoju. Piękną książkę na ten temat napisali Willigis Jager i Christoph Quarch pt. „Fitness, wellness a duchowość”. Autorzy doszli do wniosku, że nie tylko sport, praktyka jogi czy medytacja, ale również zabiegi SPA, będące źródłem głębokiego wyciszenia i relaksu są praktyką duchową! A zapewne wiedzą, co mówią, Willigis Jager jest bowiem mistrzem zen, założycielem świeckiej linii zen „Pusta Chmura”.

Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że na naszych oczach dokonuje się prawdziwa rewolucja, bo wszyscy ci biegacze, rowerzyści czy uczestnicy zajęć fitness są na duchowej ścieżce prowadzącej do poznania siebie. Dlatego warto czerpać z każdego źródła, wszystko bowiem co niesie nam inspirację, jest dobre. Jeśli naszą motywację budują zdjęcia gimnastyków w pozycjach jogi to Internet jest do tego idealnym medium. Ale, jeśli jedność ze światem odnajdujemy podczas biegania, jazdy na rowerze lub praktyki podstawowych pozycji jogi, to jeszcze lepiej. Wystarczy tylko podążać swoją ścieżką, a prawdziwy spokój pojawi się niespodziewanie.

Artykuł ukazał się w marcowym numerze Magazynu Joga

 

Fotografie z pamięci

IMG_3587

O ciszy, która jest lepsza niż słowa mówi Dalajlama. I wszystko niby rozumiem, kiedy czytam i słyszę, ale nie doświadczam. Żeby przeżyć jako swoje, dotknąć i poczuć naprawdę, słowa innych muszą stać się własnym doświadczeniem.

Poranna praktyka, w Szkole Samadhi, w Dzierżoniowie. Stoję tyłem do okna, za mną słoneczny, jasny dzień. Zaczynamy pracę z równowagą, wchodzimy w pozycję drzewa. Wyciągam ręce do sufitu i niespodziewanie zauważam, jak ruch moich ramion rozsuwa drobinki unoszące się w świetle słonecznym. Jak moje ręce rozdzielają niczym nie zakłócony przepływ światła, rzucając cień na podłodze. W mistycznym bezruchu pozycji równoważnej, w jednej chwili doświadczam i rozumiem. I myślę o tym potem bardzo intensywnie: czy warto swoją osobą zakłócać przestrzeń i doskonałość świata? Czy na pewno ruch albo słowa, które generuję są warte tego zamieszania we Wszechświecie? Na swoich barkach poczułam ciężar indywidualnej odpowiedzialności, za każde zakłócenie tego pięknego przepływu. Najmniejszy mój ruch, zmienia przestrzeń, moje drobne decyzje wpływają na Wszechświat i wprowadzają w nim zmiany. To wielka odpowiedzialność…

IMG_3341

Pomidory zen

IMG_3307.JPG

W książce Suzukiego „Umysł zen, umysł poczatkującego” znalazłam kiedyś taką przypowieść: Uczeń przyszedł do Nauczyciela z pytaniem: „Jak to jest Mistrzu, przecież żyjemy tak samo, tak jak Ty śpimy, pracujemy i jemy. Czym różnimy się w tej codzienności od Ciebie Mistrzu?” A Mistrz odpowiedział: „Kiedy śpię to śpię, kiedy jem to jem a kiedy pracuję to pracuję. A Wy, kiedy śpicie, jecie czy pracujecie myślicie o tysiącu innych rzeczy, wokół których wasz umysł błądzi”.

Jak medytować? Co robić i jak zacząć? Może niezbędna jest specjalna poduszka do medytacji? A może korale, najlepiej jakieś niespotykane, ze szlachetnych kamieni, przywiezione z Japonii wprost ze świątyni zen? Ale na pewno potrzebny jest jakiś drogi i elitarny kurs medytacji, najlepiej prowadzony przez certyfikowanego coacha, na jachcie gdzieś w tropikalnych krajach.

Ja mam pomidory. Z zebranych w ubiegłym roku nasion wyrosły małe roślinki, musiałam je rozdzielić i przesadzić do osobnych pojemniczków. Brałam sadzonkę albo dwie i przesadzałam z uwagą i czułością. Skupiałam się na swojej pracy bo chciałam ocalić każdą roślinkę, która z taką ufnością zakiełkowała w czarnej ziemi. I w całym tym procesie nie było żadnej innej myśli, poza mną i tym małym zielonym życiem nie było rozdziału. Ale, to nie były zwykłe sadzonki, to były Pomidory Zen 🙂

 

O miłości

IMG_3149.JPG

Miłość ma różne oblicza, do dziecka, do dziewczyny, do chłopaka. Do rodziców albo do dziadków. Można z miłości obdarować kogoś kwiatami, można dać prezent, wysłać uśmiech lub podarować własny czas.

Jeden jednak rodzaj Miłości rozczula mnie do głębi, choć wiem już, że słowo to w języku moich Przyjaciół znaczy zupełnie coś innego. Zachwyca i wzrusza mnie wspólna praktyka jogi, kiedy kochający się ludzie stają obok siebie na początku maty, kiedy dzielą swój wysiłek i mnożą swoją radość płynącą z kolejnych pozycji w sekwencji.

I mimo, że każdy z nich jest sam ze sobą podczas praktyki, to w chwili relaksu szukają znowu siebie, wracają do tej bliskości, którą dzielą już od wielu lat. I jestem wtedy cichym świadkiem wyrażenia tej miłości i czuję się zaszczycona, mogąc dla nich poprowadzić praktykę.

Ivanko i Staszku ❤ Dziękuję Wam za wszystkie wzruszenia, których doświadczam dzięki Wam…

O bieganiu

9PXlkWOxSbm1Kc%VLxY9MQ.jpg

Po intensywnym sezonie narciarsko-biegowym, poczułam się spełniona, można nawet powiedzieć, że przepełniona… właściwie otwarcie napiszę, że miałam dość: poczułam przesyt. Najpierw mówiłam sobie, że po takich intensywnych tygodniach zwyczajnie odpocznę, pójdę biegać za kilka dni. Za tydzień. Jutro. No, może pojutrze. Wsłuchałam się w swoje ciało i zaczęłam czuć, że będzie mi bardzo trudno zmobilizować się do biegania. Miałam dość. Mam za sobą kilkanaście lat biegania, ukończonych 13 maratonów, półmaratonów ani dziesiątek nigdy nie liczyłam. Nie biłam oszałamiających rekordów, dość było mi że zeszłam na dystansie maratońskim poniżej 4 godzin.

Czułam zawsze, że bieganie sprawia że staję się lepszym człowiekiem. Na pewnym bardzo głębokim poziomie czułam, że pokonywanie kolejnych dystansów w ciszy i w swoim towarzystwie jest dokładnie tym samym co joga i medytacja: jest bardzo intymnym i głębokim doświadczaniem siebie i świata.

Na początku podczas treningów dużo myślałam, rozważałam problemy, opracowywałam strategię dla klienta, czasami przegadałam ze sobą całą trasę. Z czasem jednak nauczyłam się zostawać w ciszy, biegi, podczas których po prostu byłam i czułam oddech stały się mistycznym doświadczeniem. Przestałam mierzyć tętno i sprawdzać poziomy, pożegnałam się z kablami i taśmami pomiarowymi, słuchałam ptaków, obserwowałam przyrodę, zaczęłam naprawdę cieszyć się jednością z Wszechświatem.

Tej zimy poczułam, że nie potrafię już się zmobilizować. Na myśl o powrocie na znaną trasę okolicznymi ulicami, miałam gęsią skórkę i zdecydowany opór ciała. Nie mogłam zrozumieć dlaczego nie ma we mnie już tej radości? Czułam żal.

Kiedy w środę po śniadaniu wyjrzałam przez okno, zobaczyłam górę z białą wieżą kościółka, wznoszącą się nieopodal. Poczułam nagle, że muszę tam pojechać, muszę stanąć w butach do biegania i doświadczyć. Kiedy stojąc na jej zboczu zrobiłam pierwszy wdech i zapach lasu rozlał się po moim ciele, poczułam znowu jedność z Wszechświatem. Byłam tam jeszcze w piątek, potem w sobotę, nie mogę się doczekać, kiedy pójdę jutro!

Wszystko przychodzi we właściwym czasie.

DrwtsFaHRx6NayLiwOtMwA

Życie wraca

IMG_2700

Świat się budzi. Kolejna zima na Rancho pewnie już za nami. Panel solarny pracuje całą parą, światło w lodówce wróciło na stałe. Jest też woda w kranie, bo silnego mrozu nie było zbyt długo i woda w rurach zamarzła raptem na kilka dni. Trzeba będzie jednak uzupełnić zapas deszczówki wodą ze stawu, bo porządnego deszczu nie było już u nas przez kilka dobrych tygodni.

Stan liczebny ulega ciągłym zmianom: trzy konie, pies, kot, trudna do określenia liczba kaczek na stawie. Niestety, wszystko wskazuje na to, że na wiosnę nie będzie żadnej pszczoły. Nie potrafię jeszcze określić dlaczego, wydaje się jednak, że pszczoły nie przetrwały zimy. Mimo, że wszystko zrobiłam zgodnie z zaleceniami starszych i mądrzejszych, to w ulu chyba nie będzie życia tej wiosny…

Ziemia odmarza, puszcza wodę, wszędzie głębokie błoto. Jesienią zbudowałam z desek wyniesione grządki, drewniane koryta które wyścieliłam tekturą. Wypełniłam je ziemią wymieszaną ze słomą, końskimi kupami i domowym kompostem. Na tak przygotowanym podłożu w tym roku zagoszczą pomidory, ogórki, cukinie i dynie. Za kilka tygodni ożywię nasionka, które zebrałam ubiegłego lata z dojrzałych owoców. Życie wraca…

Wyłączam radio, otwieram okno, słucham ptakow.

IMG_2676

 

Puść się

img_2478.jpg

Zanurzeni w codzienności nie zauważamy etapów które przekraczamy. Skupieni jesteśmy na rozwiązywaniu bieżących problemów i obraz całości umyka nam niepostrzeżenie. Kiedy w życiu pojawiają się dzieci, wraz z nimi przychodzi niezwykle dużo nowych obowiązków. Trzeba poświęcić się bez reszty pielęgnacji malucha, zdrowemu odżywianiu, trzeba go pocieszyć gdy płacze i rozweselić, gdy się smuci.

Kiedy skończył 9 miesięcy, nie zaczął chodzić, on od razu zaczął biegać. Zaraz potem skakał, wspinał się i regularnie spadał. Stałam pod każdą drabinką z którą się mierzył, wyciągałam ręce a on wchodził coraz wyżej, zupełnie pozbawiony lęku.  Nigdy nie potrzebował do tego szczególnej zachęty, zdobywał wszystkie przeszkody bez pytania „czy może”. Mimo to zazwyczaj zdążałam w porę, żeby złapać go gdy spadał albo nie dopuścić by wszedł zbyt wysoko. Pamiętam jak łapałam go za nogi w ostatnim bezpiecznym momencie i krzyczałam: „Puść się”, ściągając pewnym ruchem w swoje ramiona.

Kiedy w miniony weekend uczył mnie jak pokonać ściankę wspinaczkową, musiałam za każdym razem pytać: „czy mogę wejść”! Pokazywał mi jak bezpiecznie chwytać, jak przesuwać ręce i przyklejać się do ściany. Weszłam dość wysoko, szybko pokonując własne lęki, wspinaczka okazała się dla mnie łatwiejsza niż się spodziewałam. Wyzwanie pojawiło się jednak w zupełnie innym momencie. Kiedy utknęłam gdzieś pod sufitem, zawieszona na linie asekuracyjnej, której drugi koniec trzymał w rękach mój Syn, poczułam lęk. On wołał do mnie z dołu: „Puść się” a ja miałam zaufać i odepchnąć się od ściany.

Przez głowę przeszły mi wtedy te wszystkie myśli. Jak bardzo zmieniła się sytuacja, teraz on będzie mnie asekurował, teraz to on stoi na dole i czuwa nad moim bezpieczeństwem. Kiedy to wszystko się wydarzyło? Jak to możliwe, że nie zauważyłam? W jednej chwili zrozumiałam, że w tej konkretnej sytuacji nie ma na świecie osoby, której mogłabym tak bardzo zaufać, jak jemu. Że ta budowana przez lata relacja na tym właśnie polega, na wzajemnym asekurowaniu się w życiu.

Odepchnęłam się od ściany i zjechałam, prosto w jego ramiona. Bardzo jestem Ci wdzięczna Synku, za tą lekcję ❤

IMG_2464