Fotografie z pamięci

IMG_0950

W ciszy wyraźnie słyszę tykanie zegara, oddech psa śpiącego przy łóżku, mruczenie kota. Doświadczam nowej choć znanej mi wcześniej rzeczywistości, wchodzę z nią w zupełnie inną relację.

Czas zwolnił, wlecze się teraz bezlitośnie, przestrzeń otworzyła się bezgranicznie. Tkwię pośrodku jak niewielkie nasionko, jak potencjał gotowy do wyładowania, jak niewypowiedziana obietnica. Na krawędzi pomiędzy strachem a radością, pomiędzy łzami a śmiechem, balansuję.

Prostota codzienności mnie urzeka, wiadro wody dla koni, taczka pozbieranych kup, ryk spalinowej piły, kubek kawy z widokiem na Świętą Górę.

Wszystko to jest moją ucieczką.

Wszystko to jest moim ciężarem.

Nabieram powietrza i tkwię bez ruchu. Chwilami wydaje mi się, że czekam na mający nastąpić za 5 sekund koniec świata. Ale on nie nadchodzi, wtedy przestrzeń się uspokaja, znowu słyszę tykanie zegara.

Otacza mnie jedność. Miotając się od radości do smutku, w całej otaczającej mnie przestrzeni i jednocześnie w jednym oddechu doświadczam Pełni.

Dzikie serce natury

IMG_0544

Chciałabym żyć w zgodzie z sobą i z otaczającym mnie światem. Wśród ludzi, zwierząt, płynąc w naturalnym rytmie Wszechświata. Wydaje się, że to proste, budzę się rano mając Świętą Górę po prawej i zaśnieżone szczyty po lewej. Żyję ze zwierzętami, końmi, psami i kotem, otoczona jestem Dobrymi, Mądrymi Ludźmi.

A jednak nie potrafię ciągle zaakceptować praw natury.

Mieszkając w wielkim mieście było to w pewnym sensie dużo łatwiejsze. Paradoks, prawda? Miałam kota. Mieszkał ze mną w mieszkaniu, wylegiwał się na parapecie, dwa razy dziennie dostawał witaminizowaną, kocią karmę. Czasami przemogłam się i specjalnie dla niego kupowałam w mięsnym kawałek kurczaka. Miał lśniące, czyściutkie futerko, prowadził sterylne, nudne życie bez kontaktu ze światem zewnętrznym.

Miałam psa. Wyprowadzałam go na spacery, na smyczy, sprzątałam jego psie kupy i ostro reagowałam na każdy objaw agresji wobec innego przedstawiciela tego gatunku. Chciałam, żeby się socjalizował, na otoczonym siatką psim wybiegu dawałam mu możliwość do zawierania nowych znajomości w cywilizowany sposób. Jadał wysoko witaminizowaną psią karmę, dlatego miał piękne, lśniące futerko.

Mieszkam teraz wśród pól i łąk. Wolność jest nadrzędną wartością w moim życiu, dlatego konie, psy i kot swobodnie poruszają się po otoczeniu. Badam teraz granice wierności wobec własnych przekonań:

Kot zabija dla zabawy. Godzinami czai się w trawie, w końcu łapie mysz, ale zanim odgryzie jej głowę, bawi się przerażonym i piszczącym zwierzątkiem. Kupuję mu witaminizowaną, kocią karmę, ale, to nie pomaga niestety.

Psy są dwa. Jeden reprezentuje dziką, ciągle obcą człowiekowi rasę, więc w pewien sposób godzę się, kiedy wraca do domu, po kilkugodzinnej nieobecności, z zakrwawionym pyskiem. Drugi jednak to domowy pieszczoszek, o sarnim spojrzeniu i łagodnym usposobieniu. Kradnie serca wszystkich naszych gości, a moi rodzice pieszczotliwie nazywają go wnuczkiem. On również wraca, po kilkugodzinnej eskapadzie w nieznane mi miejsca, ubrudzony nie swoją krwią. Spoglądam z tęsknotą na konie. Przynajmniej z nimi łączy mnie wspólna dieta.

 

IMG_1269

Gdzie jest granica? Albo, czy w ogóle istnieje? Trudno mi pogodzić się z niepotrzebną śmiercią, jednocześnie chcę akceptować ich dzikość i prawdziwą naturę. Ciągle szukam sposobu…