Pragnąc mniej

7186D002-0FF3-47B6-94A4-5367C68E966D

Wstaje słońce. Pierwszym spojrzeniem omiatam padok, sprawdzam czy wszystkie konie są nadal na swoich miejscach. Wychodzę przed dom, pierwszym porannym tchnieniem poranka wyczuwam jesień. Lekka wilgoć w powietrzu, zapach opadłych liści. Pod nogami kot, pies duży, pies mały, jakaś mysz upolowana nie wiadomo przez kogo dziś w nocy. Rozpoczyna się nowy dzień. Jak mawia Dalajlama, „co dzień rodzimy się na nowo i każdego dnia możemy zmienić swoje życie na lepsze, żeby odnaleźć w nim radość”. Odnaleźć radość, a nie szczęście, bo „radość wykracza poza szczęście, które zbyt często zależy od okoliczności zewnętrznych”*.

Zewsząd docierają do nas informacje, że zasoby naszej planety dramatycznie się kurczą, że dysproporcje pomiędzy standardem życia w Europie a w innych częściach świata pogłębiają się w zastraszającym tempie. Mamy coraz bardziej wygodne życie, posiadamy coraz więcej a jednak brakuje nam radości, czujemy pustkę i ciągle poszukujemy sensu. Codzienność jest luksusowa, pełna udogodnień: pralka, zmywarka, suszarka, ogromny telewizor. Żyjemy życiem bohaterów z ulubionych seriali, kosztem odczuwania radości w swoim osobistym. Wojciech Eichelberger powiedział kiedyś: „Żeby podnieść poziom szczęścia i zadowolenia trzeba obniżyć poziom życia”. Spokojne i szczęśliwe życie mieszkańców nepalskich wsi, które podziwiałam kilka lat temu podczas trekkingu w Himalajach było dla mnie źródłem inspiracji. Nie potrzeba wcale wiele, żeby poczuć prawdziwą radość…

Karmię psiarnię i kociarnię, wracam do domu. Rozpalam w kominku, to jedyne źródło ogrzewania domku, który dwa lata temu zbudowaliśmy wśród łąk, własnymi siłami. Nie jest duży, ma tylko 36 m2 ale każdy wkręt użyty podczas jego budowy przeszedł przez moje ręce, każda deska, okno i drzwi. Nie ma tu luksusów, zmywarek, pralek czy telewizora, ale jest wszystko co potrzebne do szczęśliwego życia: ściany, dach, ciepło kominka. I bliskość. W miejscu, z którego o poranku spoglądam na Góry Sowie a wieczorem na Ślężę prowadzę niewielkie, spokojne i szczęśliwe życie. Obniżając poziom życia podniosłam poziom szczęścia. Nie ma tu prądu, więc kiedy słońce zajdzie za horyzont, pokój wypełnia się blaskiem ognia i świec. Życie toczy się zgodnie z rytmami natury. Nie ma tu bieżącej wody, jest tylko wielka beczka na deszczówkę, dlatego wraz z naturą współodczuwamy, kiedy latem przez wiele tygodni nie pada deszcz. Wodę zużytą do mycia naczyń czy płukania warzyw wykorzystuję do podlewania ziół rosnących w doniczkach. Nie marnuje się żadna kropla. Jest jeszcze staw, dzięki niemu możemy wykąpać się latem i morsować zimą.

Z jednej strony myślę często że mam tak niewiele, skromne, proste życie bez bieżącej wody prądu czy gazu. Ale, z drugiej strony czuję się niezwykle bogata: codziennie rano budzi mnie śpiew ptaków, wieczorem słucham koncertu żab, mogę obserwować przelatujące bociany, czasem szara czapla zatrzyma się nad stawem. Na wiosnę rodzi się źrebak, a zaraz potem, w gnieździe pod dachem stajni wykluwają się jaskółki. Jesienią karmię pszczoły, wśród liści zbierają się jeże, wieczorami słychać porykiwania jeleni. Co rano rozwijam nad stawem moją matę do jogi i z każdym wdechem nabieram w swoje płuca kawałek Wszechświata, który jest moim domem. Z regularnej praktyki jogi płynie proste przeslanie: radość nie przychodzi z zewnątrz, jest Twoim najgłębszym duchowym stanem, który nie zależy od tego co masz, ale od tego co czujesz.

Kurczą się zasoby naszej planety. Dla dobra całej ludzkości trzeba będzie wyznaczyć nowe paradygmaty i ograniczyć konsumpcję. Ale, dla podniesienia własnego szczęścia i zadowolenia, już teraz warto obniżyć poziom życia. Z tego płynie nieograniczona radość.

* Cytat z „Wielkiej księgi radości” autorstwa Jego Świątobliwości Dalajlamy, Arcybiskupa Desmonda Tutu i Douglasa Abramsa.

Tekst ukazał się w grudniowym numerze magazynu Joga.

Dziękuję

IMG_7719

Żyjąc tu i teraz, rzadko oglądam się za siebie. Nie wspominam zanadto ani też nie planuję, całą swoją uwagę kieruję do tego co jest, co pojawia się w aktualnej chwili i w tym jednym momencie żyję.

Wczoraj jednak obejrzałam się za siebie i poczułam łzy wzuszenia na twarzy. Przyjechałam tutaj z Poznania, chciałam uczyć jogi, dzielić się tym wspaniałym sposobem na życie, tą fascynującą drogą. Założyłam Szkołę Jogi, choć życzliwi stukali się w czoło, byli przekonani, że nic z tego nie będzie, że przecież „tutaj nie ma takich ludzi”. Na początku przychodziły dwie, czasem trzy osoby, zdarzało się, że zajęcia w ogóle się nie odbywały. Z każdym miesiącem przybwały jednak nowe osoby, grupy się powiększały, sala wypełniała się, a seniorzy zaczęli rezerwować dla siebie maty.

To nie był żaden biznes plan, ani pomysł na zarobienie pieniędzy. To była czysta potrzeba podzielenia się własną miłością, pokazania innym drogi, która ciągle mnie zachwyca i fascynuje. I chyba dlatego właśnie się udało…

Wczoraj wieczorem, grupa Ashtangis wypełniła szczelnie swoimi matami podłogę w Szkole. Nie pozostał żaden skrawek wolnego miejsca. Pierwsze Ommmm zadrżało w moim sercu silnym, mocnym głosem, poczułam swoje miejsce wśród tych głosów, tych mat, tych ludzi. Poczułam się szczęsliwa wśród Was. Wspólna praktyka, w rytm jednego oddechu, zaparowane okna, krople wody na parapecie i Wasze uśmiechy, prawdziwe szczęście wymalowane na twarzach. To wszystko pozwoliło mi poczuć, że się udało! Zrozumiałam, że przekazałam Wam to, co sama czuję, co mnie zachwyca i daje mi szczęście, zrozumiałam, że nie muszę o tym już mówić, bo doskonale czujecie co może dać praktyka jogi.

Wdzięczność wypełnia moje serce, za ścieżkę, którą sama podążam i za Waszą gotowość wyruszenia w tą samą podróż. Bo ludzie są wszędzie tacy sami, mają te same potrzeby, tęsknoty i pragnienia. Czasami tylko potrzeba impulsu, jakiegoś bodźca z zewnątrz, jakiejś inspiracji, żeby się obudzić i zacząć doświadczać czegoś nowego.

Za dzisiaj, za wczoraj, za te wszystkie wspólne dni na macie, w Dzierżoniowie, w Poznaniu, w Luboniu… za Waszą obecność i za Wasze zaufanie z całego serca dziękuję. I Tobie Mateusz ❤  za to że to wszystko stało się możliwe…

Jak wszędzie

IMG_6677

Wszystko jest tutaj takie samo jak gdzie indziej. Jesień zupełnie tak samo pojawia się z błotem i z deszczem, trudo nie zabrudzić tu butów. Zwierzęta zgodnie z naturalnym rytmem obrastają grubą sierścią, konie odpoczywają po letnich upałach.

IMG_6684

Liście z wierzby opadają wprost do stawu. Gniją. Pewnie tworzą się przy tym procesie jakieś bakterie i inne twory organiczne, ale nie przeszkadza nam to zimnych kąpielach.

IMG_6675.jpg

Swiat staje się bardziej szary, znikają żywe barwy, przyroda zasypia. Stopniowo wycisza się praca na polach, po zbiorze kukurydzy ziemia wreszcie będzie mogła chwilę odpocząć. Święta Ślęża niezmiennie od tysiącleci trwa na horyzoncie. Na jej szczycie stoi teraz katolicki kościół. Bo każdy ma swoje 5 minut.

IMG_6672

Życie zwalnia. Wycisza się. Po letnim zawirowaniu i pośpiechu, zatrzymujemy się. Więcj słuchamy, więcej czytamy, zaglądamy w głąb siebie. Tu jest zupełnie tak samo, jak wszędzie. Jak wszędzie być powinno…

Kochaj się

IMG_5812

Wczesny poranek, jeszcze noc panuje wokół. Piesek przed kominkiem udaje, że mnie nie widzi, przewraca się na drugi bok. Fiona przed domem smacznie śpi, mogłabym ją teraz przyłapać na niedozwolonym spaniu na poduchach fotela stojącego na werandzie, ale ja też udaję, że nie widzę. Chrząkanie koników, one wiedzą, że to nie jest jeszcze pora na śniadanie. Jadę samochodem przez mrok, zastanawiając się nad tym, że nic zupełnie nie odróżnia głębokiej nocy, od wczesnego poranka. Taka sama ciemność, ta sama cisza, nic jeszcze nie zwiastuje wschodu słońca, trudno określić gdzie nastąpi. 

O poranku ciało jest ociężałe, sztywne. Mantra śpiewana w samotności odbija się od zimnych ścian, w półmroku podskakuje płomień świecy. Pierwszy skłon jest zawsze lekcją pokory. Mimo to, kontynuuję praktykę, przełamuje swoje lenistwo, konsekwentnie odliczam oddechy. Płynę. Z każdą kolejną asaną moje ciało nabiera giętkości, jak plastelina rozgrzewana w dłoniach, poddaje się praktyce.

Największe wyzwania stają przede mną pod koniec, pozycje z którymi pracuję, na które ciągle się otwieram. Nie zawsze udaje mi się przyjąć je głęboko, czasami pokornie muszę przyznać, że „to nie jest ten dzień”. Ale bywa też odwrotnie, biodra wyciągają moje ciało do sufitu, głowa dotyka stóp, ciało pozwala mi na bardzo wiele. Ale, to nie jest walka, nie zmuszam się do niczego, a raczej łagodnie negocjuję, szukam ścieżki dostępu do własnego ciała.

Niezmiennie po skończonej praktyce oblewa mnie fala wdzięczności, miłości i szczęścia. I czuję wtedy, że kocham siebie, kocham swoje Ciało, za tą niezwykłą podróż, w jaką mnie zabiera.

Seniorzy na jodze

zbiorowe

Zanim wezmą udział w zajęciach mają sporo obaw. Czy sobie poradzą, czy nie staną się pośmiewiskiem, czy ciało będzie chciało współpracować? Dlatego, pierwsze co trzeba stworzyć na zajęciach jogi dla Seniorów to poczucie bezpieczeństwa. Potem, już samo się dzieje.

Przez 10 lat prowadziłam zajęcia jogi dla Seniorów w Poznaniu, dlatego, kiedy zamieszkałam na rancho w śród łąk pod Dzierżoniowem, skierowałam swoje kroki do Dziennego Domu Opieki Senior +. Zaproponowałam wspólną praktykę zaraz po wakacjach, to było lato 2017r. Kierownik placówki uśmiechną się, wypytał o szczegóły, zgodził się ochoczo, bo to człowiek o otwartej głowie, ale kiedy wychodziłam powiedział do mnie: „Trudno mi wyobrazić sobie naszych seniorów ćwiczących na matach na podłodze.”

Można było przypuszczać, że w małej miejscowości Seniorzy nie będą chcieli praktykować. Co innego mieszkańcy dużych miast, tam wszystko jest bardziej dostępne i znane. W małym miasteczku proboszcz lokalnej parafii mógłby mieć zupełnie inne zdanie na temat korzyści płynących z takich zajęć i jego opinia mogłaby być kluczowa.

A jednak, jest wiosna 2019 roku. Zajęcia jogi odbywają się w Dziennym Domu Opieki Senior + 2 razy w tygodniu. Uczestnicy przychodzą czasami godzinę wcześniej, żeby zarezerwować sobie matę i miejsce na sali. Grupa liczy ok. 30 osób i ciągle pojawiają się nowi.

Korzyści wynikające z regularnej praktyki są powszechnie znane i dokładnie takie same dla ludzi młodych jak i dla seniorów. Ale, jest jednak kilka korzyści charakterystycznych szczególnie dla tej grupy uczestników:

Osoby starsze cierpiące często na schorzenia przewlekłe, boją się o swoje ciało. Świadomie unikają na co dzień niektórych ruchów, poruszając się tylko w zakresie bezpiecznym i przewidywalnym. Zasada jest jednak prosta: Im mniej się ruszasz, tym mniej się ruszasz! Minimalizowanie ruchów powoduje pogłębianie się ograniczeń i rosnący lęk o swoje ciało, doprowadzający w efekcie do zamknięcia się osoby starszej we własnym mieszkaniu, w bezpiecznej przestrzeni. Regularna praktyka jogi pozwala na przećwiczenie pewnych potencjalnie trudnych ruchów w bezpiecznych okolicznościach. Stąd, skłon w Padangustaasanie i asekurowany, łagodny powrót do pozycji wyprostowanej jest nie tylko praktyką jogi, ale praktyką życia i oswajaniem własnego ciała. Praktyka asan pozwala zrozumieć własne ograniczenia ale też dostrzec możliwości, nadal kryjące się w ciele.

Innym ważnym elementem jaki wnoszą zajęcia jogi w życie seniorów jest towarzystwo. Uczestnicy zajęć często zyskują nowe grono znajomych, wychodzą z domu i chętnie biorą udział w zajęciach plenerowych oraz innych aktywnościach.

Grupa w Dzierżoniowie jest bardzo zróżnicowana, wśród uczestników są osoby w wieku 58 i 85 lat, są seniorzy bardzo sprawni oraz tacy którym nawet najprostsze ruchy sprawiają kłopoty. Dlatego, praktyka musi być prowadzona jednocześnie na wielu poziomach zaawansowania. Tą samą pozycję można przyjąć siedząc na macie lub na krzesełku.

Dodatkowym ważnym elementem praktyki jogi dla Seniorów jest Pranajama. Wielu z uczestników ma krótki, ciężki oddech, a każdy wdech sprawia wyraźny problem. Wprowadzenie choćby kilku minut pracy ze świadomych oddechem pomaga uczestnikom zauważalnie uspokoić ciało.

Artykuł ukazał się w sierpniowym numerze miesięcznika Joga

O wolności

 

IMG_5385 2

Pakowałam się na wyjazd. Potrzebna była jeszcze koszulka, najlepiej biała. Wyjęłam z szafy pierwszą z brzegu, ale zaraz potem odłożyłam ją z powrotem. „Będziemy z Halinką, w obcym mieście, jeszcze mnie ktoś pobije za tą koszulkę”-pomyślałam. I wtedy naszła mnie refleksja, że znowu coś zostało mi odebrane, że nie czuję się wolna w „swoim kraju” i że wartości takie jak wolność i równość nie są wcale oczywiste.

Nigdy nie byłam na Paradzie Równości. Mieszkając w Poznaniu zawsze mnie jakoś omijał termin tego wydarzenia. Teraz, mieszkając wśród łąk, będzie mi jeszcze trudniej wziąć w niej udział. Nie byłam jednak nie tylko dlatego, że tak wyszło, ale muszę się przyznać, że jakoś było mi obojętne to uczestnictwo, wydawało mi się, że mnie to nie dotyczy. I choć czułam sympatię, to nie czułam się częścią środowiska.

To się ostatnio dramatycznie zmieniło.

Chcę jasno powiedzieć, że czuję się częścią środowiska LGBT. Jestem jedną z Was. Po wydarzeniach w Białymstoku, nic nie jest już takie samo. Wiem, że nienawiść buzuje pod powierzchnią, że przy akceptacji państwa i kościoła, dyskryminacja została usankcjonowana. Pewien polityk kilka lat temu wyłączył mnie z narodowej wspólnoty, mówiąc że wegetarianie i rowerzyści nic nie mają wspólnego z tradycyjnymi, polskimi wartościami. Już wtedy poczułam się dyskryminowana.

W obecnej sytuacji można być albo po jednej, albo po drugiej stronie. Nie można być po środku, bo tam już nic nie zostało. Dlatego, przygotowałam sobie odpowiednie pisemko, które złożę w stosownym biurze parafialnym, żeby swoją nieobecnością nie podnosić już statystyk. W Ewangelii św. Mateusza jest zdanie: „Niech wasza mowa będzie: Tak tak, nie nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” Mt. 5, 37. Pomiędzy nic nie ma.

Łyżwiarka stawowa

IMG_5123

Ta łyżwiarka stawowa to pająk. Wykorzystuje napięcie powierzchniowe do utrzymywania się na powierzchni wody, która jest jego naturalnym środowiskiem. Dzielimy z łyżwiarkami staw. I z pewnie setkami lub tysiącami innych, żywych stworzeń.

Kąpiel w stawie. Nic nadzwyczajnego, normalka. Trochę mydła, jakiś szampon, choć staram się tego używać naprawdę niewiele. Zazwyczaj obserwuję pajączki, jak oddalają się na bezpieczną odległość i czekają aż wszystko wróci do normy.

Wychodząc zauważam jednego. Nie wiem, czy nie zdążył uciec, czy może zachlapałam go podczas kąpieli, widzę jak się topi. Przyglądam się tej scenie z tępym zainteresowaniem, nic nie robię. Patrzę i w jakimś niezwykle powolnym procesie myślowym zastygam niczym ślimak. NIC nie robię!!!!! Zwariowałam? Nagle się budzę, łapię jakieś ostatnie myśli, wyskakuję na brzeg, znajduję wysuszoną trzcinę i wyławiam podtopionego pajączka. Żyje. Suszy nogi. Nieśmiało sprawdza raz po raz, czy może je już postawić na powierzchni wody.

Dociera dzisiaj do mnie, że nie istnieją jacyś magiczni ONI, którzy uratują pajączka. W relacji Wszechświat – ja istnieje tylko liczba pojedyncza. Tylko ja osobiście podejmuję decyzje i ja osobiście wprowadzam je w życie. To ja budzę się, że nie oglądam przecież tonącego owada na Animal Planet, ja mogę i muszę działać! Mam moc sprawczą uratowania tego życia.

W Białymstoku przeszedł Marsz. Odważni ludzie stanęli twarzą w twarz z nienawiścią namaszczoną przez kościół. Naoglądałam się wczoraj tych zdjęć, naczytałam komentarzy, polały się łzy. Zrozumiałam, że w relacji Wszechświat – ja istnieje tylko liczba pojedyncza. Tylko ja osobiście podejmuję decyzje i ja osobiście wprowadzam je w życie. Gdziekolwiek tylko będzie to możliwe, będę! Na marszach, na manifestacjach, albo jak Andrzej, na Obozach dla Klimatu. Bo nie istnieją żadni magiczni ONI, którzy zrobią to za mnie.

 

Przyzwyczajenie

IMG_4987

Przyzwyczajenie może być powodem naszego nieszczęścia. Trwamy przez lata w relacjach, sytuacjach czy miejscach, które nam nie służą, ale do których przywykliśmy. Wyjście z tego bezpiecznego, znanego ale jednak koszmaru jest naznaczone licznymi znakami zapytania, niepewnością i strachem. Dlatego lepiej pozostać w dobrze znanym choć nie dającym szczęścia miejscu w życiu.

Ale, przyzwyczajamy się też do dobrych i pięknych rzeczy. Gotując dzisiaj indyjskie danie na obiad dla Halinki spojrzałam na półkę z przyprawami. Tuż obok nich stoi figurka Buddy, w otoczeniu armii gumowych warzywnych zwierzaków. Za nimi liścik pełen dobrych i pięknych myśli.

Nie warto się przyzwyczajać. Codziennie chcę widzieć tego Buddę po raz pierwszy, zachwycać się jego spokojem i czerpać z tej ciszy. Chcę czytać ciągle na nowo te słowa z maleńkich karteczek, którymi wypełnione są miejsca w moim domu. Budząc się co rano chcę czuć dotknięcie świata, które mnie otacza, chcę cieszyć się każdym machnięciem psiego ogona i końskim parsknięciem. Życie przepełnione jest pięknem, czasami wydaje mi się, że jest go zbyt wiele, żeby udźwignąć… Codziennie trzeba widzieć wszystko na nowo, po raz pierwszy. Nie można się przyzwyczajać…

Zatrzymaj lato na jesień – joga w Krainie Szeptów

64806296_2414827758750572_7611752045124517888_n

Jesień w górach jest piękna. Czaruje bogactwem barw i ciepłym jesiennym słońcem. Zabieram Was tej jesieni do Krainy Szeptów, na kojący, wyciszający weekend z jogą.
Jak zwykle, będziemy na diecie wegetariańskiej, praktykę jogi będziemy przeplatać podziwiając okolicę. Koić zmysły będziemy dźwiękami mis i gongu, a ciało pieścić za pomocą asan.
Szczegółowy plan pobytu:
Piątek, 11.10.2019
• 14.00 przyjazd
• 17.00 wspólna, powitalna kolacja
• 19.00 wieczorny relaks, zwrócenie uwagi do swojego wnętrza, wsuchanie się w swoje indywidualne potrzeby
Sobota 12.10.2019
• 7.00 dla chętnych, intensywna praktyka Ashtanga Jogi
• 9.00 powitanie dnia
• 10.00 śniadanie
• 12.00-14.00 czas na podziwianie piękna okolicy
• 15.00 warsztatowa sesja hatha jogi
• 18.00 obiadokolacja
• 20.00 wieczorna joga nidra, relaksacja przy dźwiękach mis
• 21.00 wspólny wieczór przy kubku gorącej herbaty
Niedziela 13.10.2019
• 7.00 dla chętnych, intensywna praktyka Ashtanga Jogi
• 9.00 powitanie dnia
• 10.00 śniadanie
• 11.00 warsztatowa sesja hatha jogi
• 13.30 wspólny pożegnalny obiad
Woda i herbata dostępne dla uczestników przez cały czas trwania warsztatu.

Szczegóły tutaj: Zatrzymaj lato na jesień

 

Eko joga

IMG_4397_2

Pod auspicjami ONZ kilkuset ekspertów z 50 krajów uczestniczyło w pracach Międzynarodowej Platformy Naukowo Politycznej w sprawie Bioróżnorodności Ekologicznej i Funkcjonowania Ekosystemów. Niedawno ukazał się obszerny, 1800 stronicowy raport podsumowujący pracę komisji, a jego skrót został podany do publicznej wiadomości przez ONZ na początku maja.

Wynika z niego jednoznacznie, że ponad 75% środowiska naturalnego zostało trwale zmienione pod wpływem działalności człowieka, a zmiany te prowadzą do jego degeneracji. W ich skutek, milion gatunków zwierząt i roślin jest zagrożonych wyginięciem. Intensywny rozwój gospodarczy, kosztem niekontrolowanej wycinki drzew i dzięki rabunkowej gospodarce surowcami naturalnymi stawia nas na skraju ekologicznej przepaści.

Do produkcji rolnej i hodowli zwierząt wykorzystuje się więcej niż 1/3 powierzchni ziemi i ¾ zasobów słodkiej wody, z czego 80% powstałych ścieków przedostaje się do środowiska naturalnego bez żadnego oczyszczenia. A to sprawia, że już 40% populacji ludzkiej nie ma dostępu do czystej wody pitnej.

Zaledwie kilka dni temu, pod koniec maja, niemalże na naszych oczach zmarł ostatni samiec nosorożca sumatrzańskiego. Jesteśmy świadkami tego, co opisano w raporcie, ta historia dzieje się na naszych oczach.

Joga jest ścieżką duchową prowadzącą poprzez ciało. Dzięki regularnej praktyce docieramy do swojego wnętrza, jesteśmy bardziej świadomi. Trwając w pozycji zaczynamy wyodrębniać poszczególne mięśnie, taśmy powięziowe, ich sploty i połączenia. Najpierw dzielimy się na drobne kawałeczki, czujemy jak ruch i trwanie w pozycji dociera w odległe miejsca naszego ciała. Poznajemy się na nowo. Z czasem jednak, zaczynamy ruch przeciwny, zamiast dzielić zaczynamy integrować, z nazwanych, oddzielonych od siebie fragmentów ciała budujemy siebie na nowo i tworzymy nowego, świadomego Człowieka. Na tym, w dużym uproszczeniu polega Teoria Integralna Kena Wilbera, współczesnego filozofa amerykańskiego, zajmującego się kulturą i duchowością.

Często słyszymy od naszych Nauczycieli, że joga nie kończy się na macie. Że jej przedłużeniem jest nasza codzienność, jest nasze zwyczajne, codzienne życie. To w myśl filozofii integralnej coś zupełnie naturalnego, bowiem przez praktykę jogi zaczynamy czuć się elementem całości, integrujemy się ze środowiskiem, ze wspólnotą innych ludzi. Dlatego, krzywdę wyrządzaną środowisku naturalnemu powinniśmy odbierać bardzo osobiście, jako krzywdę wyrządzaną nam samym.

Sytuacja wydaje się beznadziejna z punktu widzenia pojedynczego człowieka, wpłynięcie na zmianę sytuacji na świecie, zatrzymanie degeneracji środowiska jest w pojedynkę niemożliwe.

A jednak, tworzymy liczną, świadomą grupę, ludzi na duchowej ścieżce. Większość z osób praktykujących jogę jest na wegetariańskiej diecie, nie przyczyniając się tym samym do wzrostu zapotrzebowania na mięso i związanego z tym zanieczyszczenia. Wegetarianizm staje się w XXI wieku jedną z prostszych postaw głęboko proekologicznych. I choć każdemu zdarza się regularnie odpowiadać na to samo pytanie: „To co ty jesz, jak nie jesz mięsa?”, to liczba osób przechodzących na wegetariańską dietę stale rośnie.

Jak powiedział Mahatma Gandhi: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” Niech nasza praktyka rzeczywiście nie kończy się na macie. Pozwólmy, żeby proces integracji zachodził w naszych ciałach i umysłach tak głęboko, aż poczujemy się jednością z całym stworzeniem. Aż staniemy się indywidualnie odpowiedzialni za krzywdy wyrządzane przyrodzie, do tego stopnia, że zabierzemy ze sobą z lasu śmieci pozostawione tam przez kogoś innego.

Nikt za nas nie zmieni świata, tylko naszymi własnymi, indywidualnymi decyzjami możemy kształtować rzeczywistość, w jakiej żyjemy. Dlatego, wybierajcie eko, bio i wege, nawet jeśli inni tego nie rozumieją. Joga to stan świadomości, to zobowiązanie wobec świata.