Fotografie z pamięci

big_kurobizenczarka

W przydrożnym sklepie z artykułami używanymi, sprowadzanymi tutaj masowo z Niemiec, znalazłam japońskie kubeczki w stylu zen. Niskie, ręcznie malowane, do zielonej herbaty. Komplet, sześć sztuk.

„Ładne – pomyślałam – kupię.”

Ale, zaraz potem pomyślałam: „Przecież mam już japońskie kubeczki, ręcznie lepione, wypalane w glinianym piecu. Komplet, cztery sztuki.”

Po co mi sześć? Spotykać się z ludźmi warto pojedynczo, dwie sztuki już by mi wystarczyły. Wtedy można spotkać się naprawdę, pobyć, pomilczeć, posłuchać.

Jednak czasami, przyjaciele lubią nas odwiedzać, cztery sztuki kubeczków to odpowiednia liczba. Też można się pięknie spotkać, wymienić myśli, zbliżyć do siebie.

Czy potrzeba mi sześć kubeczków? Dla mnie, to już jednak za dużo, spotkanie bywa rzadko treściwie, najczęściej każdy mówi, nikt nie słucha.

Odstawiłam ręcznie malowane kubeczki, do zielonej herbaty, komplet, sześć sztuk. Nie potrzebuję. Chcę prowadzić małe, skromne życie, na cztery gliniane kubeczki i dzbanek zielonej herbaty. To i tak luksus. Wystarczyłyby dwa.