Święta Góra

IMG_1144

Mieszkamy w cieniu Góry. Można śmiało powiedziać, że Bliscy, którzy przyjeżdżają nas odwiedzić grzeją się w Jej cieple. Nie mam wątpliwości, że to sąsiedztwo Ślęży sprawia, że wyjeżdżają stąd naładowani dobrą Energią.

Badania archeologiczne datują pierwsze miejsca kultu na Ślęzy już na 700 r pne, czyli na epokę brązu. Przez wiele lat historii ludzkości, poszukiwano wokół Góry kontaktu z Absolutem. Do dzisiaj można tu oglądać  kamienne rzeźby kultowe. Ale, na szczycie powstało również całkiem nowe miejsce kultu, katolicki kościół i stacje drogi krzyżowej. Można by powiedzieć, że to piękna kontynuacja, że w szacunku do historii kolejne wyznania znajdują swoje miejsce w tym świętym od wieków miejscu. W kościele jest jednak interesująca gablota, w której ku przestrodze wrażliwych, katolickich duszyczek przedstawia się następujące, „Niebezpieczne znaki”:

26543352_1565569020157377_646296344_o

Żyję w cieniu Góry, chyląc czoła przed wielowiekową tradycją, przed Jej mocą i siłą, odczuwając szacunek to tych wszystkich ludzi, którzy szukali tu kontaktu z Wszechświatem przede mną. Kiedy trzymam w ręku kubek herbaty, kiedy biegam lub kiedy jadę samochodem i widzę Ją w pobliżu, czuję przypływ Energii. W pewien naturalny sposób, Góra budzi we mnie uczucie Świętości. Dlatego, kiedy biegając natrafiłam na myśliwską ambonę, z widokiem na Ślężę, poczułam się osobiście zraniona. Czy można bezkarnie mordować dzikie zwierzęta, z widokiem na Świętą Górę?

Jest we mnie głęboko zakorzenione poczucie sprawiedliwości. A może inaczej, to wiara w prawo karmy, bo nic nie zdarza się przypadkiem, wszystko co nas spotyka jest konsekwencją naszych wcześniejszych wyborów. Źle się czuję, kiedy w murach katolickiego kościoła brak jest miejsca na miłość i szacunek, a jest przestrzeń na propagowanie ciemnoty. Wstyd mi za tych myśliwych, którzy w majestacie Góry mają czelność mordować czyste, dzikie zwierzęta. Jesteśmy częścią Wszechświata, każda krzywda, którą powodujemy, uderza w nas samych. A świętość nie jest nam dana na wyłączność, dostaliśmy ją w spadku po przodkach i zostawimy po sobie następnym pokoleniom. Co z tego weźmiemy dla siebie?

IMG_1145

Sadzone jajka

Unknown-1

Po bieganiu mam wielką ochotę na sadzone jajka. Często, drżącą jeszcze z zimna ręką wbijam je na patelnię. Dwa, albo więcej, najczęściej cztery. I w związku z tą banalną czynnością, naszła mnie dzisiaj taka refleksja: im więcej myślę o tym, żeby żółtko się nie rozlało, tym częściej to się dzieje. Pierwsze jajko rozbijam zdecydowanie, bez lęku, nawet z pewnym pośpiechem. Żółtko rafia na patelnię piękne i okrąglutkie. I wtedy zazwyczaj pojawia się myśl: „oj, żeby tylko drugie żółtko nie rozlało się na patelni”. Zaraz za tą myślą pojawia się lęk, przesadna dbałość o właściwe rozbicie skorupki sprawia, że dłoń mi zadrży, ona nie rozbija się od razu, muszę uderzyć o kant patelni jeszcze raz i wtedy, trach! żółtko rozlewa się.

Myślenie przeszkadza. To nie jest zapewne jakaś bardzo popularna w tych czasach mądrość. Zazwyczaj nauczyciele wszelkiej maści, rodzice, babcia, mówią: MYŚL! Jednak, kiedy zaczynam myśleć oddalam się od chwili obecnej, od tego co jest tu i teraz, oddalam się od tego jajka na patelni i prostoty tego działania. Wplątuję się w potok myśli, zastanawiam się: uderzyć mocniej, czy słabiej? A może z innej strony? Zapętlam się zamiast po prostu, być, zamiast po prostu działać zgodnie z pierwszym, pierwotnym impulsem. Myślenie przeszkadza Wam na jodze. Zastanawiacie się, czy stoicie na właściwym punkcie głowy? Czy dobrze ustawiliście ręce? A czy będziecie wiedzieli, jeśli źle ustawicie środek ciężkości? Myślenie przeszkadza mi w rozpoznawaniu uczuć. Czasami zapominam, co naprawdę czuję, zaczynam myśleć, tworzyć scenariusze, zapętlam się, złoszczę.

Myślenie przeszkadza w życiu. Budzę swoją świadomość do obecności tu i teraz. Chcę widzieć prawdziwe obrazy otaczającej mnie rzeczywistości, chcę działać bez lęku i bez drżenia, czerpać z bogactwa tej chwili, która trwa. Chcę żyć. A nie, myśleć, że żyję.