O samotności

EB1C0C57-8F3E-487D-996E-05FB70FF08A5

Mówimy często, że żyjemy w dziwnych czasach, natłok informacji, szybkość przekazu, zalew danych. Wszyscy to znamy, na codzień przychodzi nam mierzyć się z niezliczoną ilością wiadomości, które musimy przesortować, odsiać to co zbędne, przeanalizować to co ważne. Czujemy się tym przytłoczeni, zmęczeni, dlatego wracamy myślami do lat dzieciństwa, kiedy nie było jeszcze internetu, telefonów komórkowych ani obowiązku bycia na bieżąco. Wydaje nam się, że było wtedy inaczej, lepiej.

W książce „Sztuka samotności” Stephen Batchelor, brytyjski mnich buddyjski i nauczyciel medytacji, pisze o swojej duchowej drodze. W krótkich rozdziałach opisuje medytacyjne doświadczenia, które były jego udziałem. Uzupełnieniem kompozycji książki opartej na wspomnieniach są obszerne fragmenty zapisków Michela de Montaige XVI wiecznego męża stanu, polityka, królewskiego doradcy, a w ostatnich latach życia również myśliciela i filozofa.

Pod koniec swojego życia Montaige rezygnuje z piastowanych stanowisk i z udziału w politycznym życiu Francji, oddając się całkowicie życiu w samotności. Swoją trzypiętrowa, warowną wieżę przebudowuje, zmieniając ją w miejsce odosobnienia. Renesansowy myśliciel ubolewa w swoich pracach nad podbojem Meksyku i Brazylii przez Francuzów i Portugalczyków. „Tyle miast zrównanych z ziemią, tak wiele narodów wymordowanych, tak wiele milionów ludzi skazanych na śmierć najpiękniejsza i najbogatsza część świata wywrócona do góry nogami: wszystko z powodu handlu perłami i pieprzem.”

W innym miejscu pisze o zgiełku życia, o problemach z jakimi się boryka, „u siebie, w zatłoczonym domu pełnym wielu gości, widzę tłum ludzi, ale rzadko tych, z którymi lubię rozmawiać.” W samotności Montaige odnajduje lekarstwo na zgiełk codzienności: „Powinniśmy wydzielić pokój na tyłach sklepu, tylko dla siebie, pokój odizolowany, będący naszą przestrzenią odosobnienia, gdzie wykształcimy naszą prawdziwą wolność.”

Nostalgiczny powrót do czasów dzieciństwa jest tylko złudzeniem, nie było w nich wcale więcej spokoju ani ciszy, tak jak nie było w XVI wieku, kiedy rozmyślania swoje prowadził Michel de Montaige. Wtedy zmartwieniem była kolonizacja, teraz martwimy się zagładą całej planety, kończącymi się zasobami i rabunkową gospodarką. Jednak, to nie zewnętrzne okoliczności, nie konkretne problemy są rzeczywistym źródłem stresu. To nie przez internet czy natłok informacji, to nie przez nowoczesność ani tempo życia czujemy się zmęczeni. Od wieków, każdy człowiek ma do pokonania tą samą drogę, do wykonania tą samą pracę: podróż do samego siebie. Tylko w ten sposób można odzyskać spokój, niezleżnie od czasów, w jakich przyszło nam żyć, bowiem „największą umiejętnością jest wiedzieć, jak być dla siebie”.

I nie chodzi o to, żeby pozostać do końca życia w swojej pustelni, żyć w samotności i oderwaniu od świata, bo jak pisze Montaige: „Prawdę mówiąc, samotność poszerza moje horyzonty i rozwija mnie na zewnątrz: chętniej oddaję się sprawom państwa i szeroko pojętego świata, gdy jestem sam.”