Happy birthday

Wstałam na długo przed świtem, cicho zebrałam się i wyszłam w ciemność. Wokół panowała absolutna cisza, nie było słychać szumu morza ani odgłosów z plaży, nawet koguty jeszcze spały. Żadnych latarni ulicznych, mrok rozjaśniały tylko lampy na ścianach domów, miejsca pomiędzy nimi były absolutnie ciemne.

Codziennie zaczynam praktykę chwilę po 8.00 rano, ale dzisiaj był dla mnie szczególny dzień. Zapytałam Sharmilę kilka dni temu, czy mogę w dzień moich urodzin przyjść wcześniej, przed świtem, żeby wraz z pierwszą grupą praktykujących zaśpiewać mantrę inaugurującą. Zgodziła się.

Weszłam do Shali, która była pogrążona w półmroku, tylko rozstawione pod ścianami liczne lampki oliwne wypełniały przestrzeń ciepłym, drżącym światłem. Po przeciwnej stronie alabastrowy Ganesha przystrojony świątecznie, ozdobiony wieńcami z kwiatów, wśród dymów kadzidła. Przed nim, w bezruchu, na podłodze w absolutnej ciszy, kilkadziesiąt osób.

Weszłam bezgłośnie, chciałam usiąść cichutko pod ścianą, bojąc się w jakikolwiek sposób zakłócić ten magiczny moment, ale Sharmila zauważyła mnie i podeszła, wskazała wolne miejsce na podłodze i powiedziała: „Możesz zacząć tutaj”.

Usiadłam na macie, w tej ciszy i półmroku, na chwilę zapadłam się w sobie. Za oknami Shali, po bokach Ganeshy zupełna ciemność. Słychać oddechy.

Nawet nie wiem kiedy, zupełnie bezgłośnie Sharmila stanęła obok posągu, wtedy wszyscy wstaliśmy i zabrzmiało głośne i mocne Ommmmm. Powtarzaliśmy za Nauczycielką każdy werset mantry, nasze głosy wypełniły przestrzeń, Wszechświat zamknął się na chwilę w tej Shali. Poczułam absolutną jedność z tymi ludźmi, z tym miejscem, z tą praktyką, łzy popłynęły mi po policzkach, poczułam wdzięczność.

Potem każdy z nas poszedł swoją ścieżką, przez praktykę, w rytmie własnego oddechu. Pojawiło się znowu, mityczne, wielorękie i wielonogie, mityczne zwierzę, które wraz z nami, poruszało się oddychając głęboko. Zanurzyłam się w oddechu. Powoli, za oknami pojawiały się pierwsze kształty, usłyszałam gdzieś w oddali pianie koguta. Budził się dzień.

Puściłam wolno swoje ciało, niczego dzisiaj nie oczekiwałam, nie napierałam, ani nie cisnęłam bardzo. Chciałam się sobą zaopiekować, dać sobie najpiękniejszy prezent, poranną, kojącą praktykę z Cudownym Nauczycielem. Przepełniało mnie szczęście. Za oknami pojawiły się pierwsze barwy, budził się kolejny, słoneczny dzień.

Kiedy Sharmila podeszła do mnie, żeby pomóc mi w pogłębianych mostkach, złożyłam dłonie na klatce piersiowej i wyszeptałam ze łzami w oczach: „Thank you for this beautiful morning”. „Happy birthday Iwona”- odpowiedziała. I świat się do mnie uśmiechnął…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s