Każdy jest jednocześnie uczniem i nauczycielem

„Pozycje, które nam nie wychodzą uczą nas najwięcej”. Usłyszałam dzisiaj te słowa, podczas satsangu z ust Sharmili. Jakbym kiedyś już gdzieś to słyszała… Cudownie jest być nauczycielem, ale jednocześnie jestem też uczniem i słyszę te same słowa, które kieruję do Was. I mam wtedy pewność, że nauka czerpana wprost ze źródła jest taka sama jaką przekazuję dalej.

Mój pierwszy tydzień był bardzo spokojny, praktyka była bezpieczna, nie przekraczałam żadnych granic, wszystko toczyło się w mojej strefie bezpieczeństwa. W drugim tygodniu lekko wychyliłam się poza tą strefę, wchodząc z entuzjazmem w drugą serię Ashtanga Yogi. Bardzo tego chciałam, każdego dnia dostawałam od Sharmili kolejną pozycję, każdego dnia uczyłam się czegoś nowego, wydłużając codziennie swoją praktykę. Znam drugą serię i doskonale wiedziałam, że ONA tam jest, asana której się boję i która jak spiżowa brama zamyka przede mną od wielu lat dalszą część praktyki. Mogłabym próbować zrobić cokolwiek, coś na kształt pełnej pozycji, przejść nad nią niezauważenie i pójść dalej, ale chciałabym wejść w pozycję głęboko, otworzyć ciało i już go nigdy nie zamykać. Dlatego, czekałam z utęsknieniem na spotkanie z własnym lękiem.

Kiedy to się stało, kiedy po raz pierwszy dostałam od Sharmili kolejną pozycję i stanęłam oko w oko z Kapotasaną, od razu chciałam uciec. Nie robić jej już więcej, wrócić do mojej ukochanej, pierwszej serii, zaszyć się w poczuciu bezpieczeństwa. Wszystko się wydarzyło: rozbolało mnie ramię, poczułam ból w dole pleców, kłujący ból w stawie barkowym i pojawiły się siniaki na kolanach. I do tego łzy na macie, bezradność, lęk, niechęć. Kiedy następnego dnia rano znowu stanęłam na macie, uczuciem które przeważało był strach. Pomyślałam, że mogłabym przecież nie robić, mogłabym zostać w pierwszej serii, powiedzieć, że się źle czuję…

Dzisiaj piątek, spotkanie z Sharmilą, kilka słów od Nauczyciela na temat praktyki. I to zdanie, że „to, co dla nas trudne, uczy nas najwięcej”, przecież doskonale mi znane, dociera do mnie po raz kolejny, w zupełnie inny sposób. Wszystko jest mi potrzebne, ten ból, ten strach i to uczucie przekraczania granicy, wychodzenia poza swoją strefę bezpieczeństwa. Kiedy tam jestem, kiedy z tymi wszystkimi emocjami się konfrontuję, nie zostaje już nic więcej, tylko oddech. Nie ma miejsca na myślenie, na strategie, na negocjacje, jest tylko czas na doświadczenie siebie, w samym centrum Istnienia.

Jutro sobota, dzień bez praktyki, bardzo cieszy mnie perspektywa odpoczynku. Ale, jeszcze bardziej cieszę się tym, że mam przed sobą jeszcze jeden tydzień, ten ostatni, ten którego bardzo potrzebuję. Bez tych trzech poprzednich, ten czwarty, ten najważniejszy, nie mógłby się wydarzyć. Czas mojego spotkania z własnym lękiem.

Jedna uwaga do wpisu “Każdy jest jednocześnie uczniem i nauczycielem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s