Nie zawsze dostajesz to czego pragniesz, zawsze to czego potrzebujesz.

Połowa za mną. Połowa przede mną. Spoglądam za siebie, na te dni które minęły i staram się zebrać to, co się zdarzyło.

Niezwykłym bogactwem praktyki jogi w takim miejscy są spotkania. Przyjechali tutaj uczniowie z całego świata, żeby doświadczać praktyki Ashtangi pod okiem Sharmili. Podczas kilku pierwszych dni spędzonych tutaj, miałam ciekawe doświadczenie. Siedząc po południu na plaży, obserwując przechodzących ludzi, wśród zwykłych turystów z Rosji od razu wyłapałam kilka pięknych Osób. Starsze małżeństwo idące za rękę codziennie przed zachodem słońca, piękną Azjatkę z głębokim spojrzeniem, drobną, zupełnie krótko obstrzyżoną dziewczynę, o wyrazistych ruchach czy wesołych, czarnowłosych braci, o południowoeuropejskim temperamencie. Jak się okazało, wszystkich ich odnalazłam potem w Shali. To prawdziwe bogactwo, poznawać ich i dzielić z nimi praktykę.

Wyjeżdżałam z Polski i nie miałam oczekiwań, ale mimo wszystko muszę przyznać, że miałam pewne plany: chciałam pogłębić niektóre pozycje, nauczyć się kilku skoków, myślałam, że może będą jakieś zajęcia warsztatowe, poświęcone pewnym grupom asan. Kiedy na samym początku okazało się, że nie będzie Serii Prowadzonej, że spotykać się będziemy tylko na praktyce w stylu Mysore, byłam trochę zawiedziona. Do tej pory, wielką przyjemność dawały mi sesje prowadzone przez nauczyciela, w jednym rytmie i oddechu z innymi uczniami.

Tymczasem, dostałam coś zupełnie innego, coś czego na pewno potrzebowałam bardziej niż techniki w pozycji. Dostałam ciszę, skupienie i powolność w praktyce. Poczułam, jakby ktoś wlał do mojego serca duchowość, wypełnił Ashtangę treścią. Wchodząc na matę, zaczęłam celebrować każdy oddech, każdy pojedynczy ruch czy ułożenie dłoni. Wszystko stało się ważne, pragnę, żeby moje ciało wyglądało pięknie, żeby ruszało się w rytmie oddechu.

Codziennie, poza sobotą staję na początku maty, przeglądając się w swojej praktyce. Codziennie jest inaczej, a obserwowanie zmian w moim ciele i mojej głowie jest sednem Ashtangi. Zanim zacznę, składam dłonie w namaste i w ciszy śpiewam mantrę inaugurującą, która jest hymnem wdzięczności do Patandżalego. Mantra końcowa jest jednak zupełnie inna, jest wysłaniem do Wszechświata tej pięknej i dobrej Energii, którą budzimy w sobie. Kończąc praktykę, niezmiennie czuję jak zalewa mnie fala wzruszenia i wdzięczności do Wszechświata za to, że dane mi było stanąć na tej ścieżce. Dlatego, ta mantra płynie wprost z serca. Do świata. Do Was…

Niech szczęście u wszystkich ludzi zagości,

Niech rządzący nas wiodą ścieżką cnoty,

Niech wieczne będą dobro i świętości,

Niech świat się przepełni radością.

2 uwagi do wpisu “Nie zawsze dostajesz to czego pragniesz, zawsze to czego potrzebujesz.

Odpowiedz na Ania Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s