Zanurzając się w codzienności

Dni są tutaj do siebie podobne. Wstaję przed świtem, co nie jest wielkim wyzwaniem, bo słońce budzi się chwilę po 7.00. Ok. 8.00 jestem już w Shali, siedzę pod ścianą i przyglądam się. Pierwsza grupa rozpoczyna praktykę o 6.00 rano i średnio co godzinę, półtorej przychodzą kolejni uczniowie. Siadają, tak jak ja, pod ścianą z tyłu czekając, aż Nauczycielka cicho zaprosi na zwalniające się miejsce. Wszystko odbywa się tu w lekkim półmroku, w absolutnym skupieniu i ciszy, nikt nie rzuca matą, wszyscy są powściągliwi w ruchach, starają się robić swoją osobą jak najmniej zamieszania.

Lubię siedzieć i czekać. Przyglądam się wtedy innym, obserwuję ich pracę, słucham oddechów. Czasami słychać jak ktoś z kończących lub z zaczynających praktykę półgłosem śpiewa mantrę. To wyjątkowo magiczny moment.

Kiedy pierwszy raz słyszałam „Iłana” nie byłam pewna, czy chodzi o mnie, z czasem jednak się przyzwyczaiłam, wstaję i idę wolnym krokiem, uważając na uczniów wokół mnie. Jestem zazwyczaj w drugim, rzadziej w pierwszym rzędzie. Alabastrowa figura Ganeshy rozczula mnie. Czasami łzy ciekną mi po twarzy i wtedy przez pół sekwencji pociągam nosem…

Staramy się praktykować w skupieniu, Sharmila mówi o tym, jak ważne jest żeby nie przerywać vinyjasy, nie wychodzić do toalety, nie rozpraszać się dodatkowymi, zbędnymi ruchami, robić tylko to, co jest przewidziane sekwencją. To dodaje mojej praktyce dostojeństwa.

Bo Ashtanga to droga duchowa i jak każda taka, wymaga ciszy i skupienia.

Lubię po śniadaniu spędzić czas na plaży. To niezwykły dodatek do tej wspaniałej przygody, jak bonus, albo premia świąteczna. Byłabym szczęśliwa mogąc po prostu praktykować Ashtangę przez miesiąc w Indiach. Ale mając jeszcze do dyspozycji morze i plażę, jestem w niebie!

Po południu idę do Shali jeszcze raz, żeby po prostu posiedzieć. To niezwykle kojący czas, wśród dymów kadzidła, w szumie wiatraków, siedząc na chłodnej podłodze odnajduję spokój. Alabastrowy Ganesha obejmuje mnie swoim ramieniem. Nie potrzebuję od niego więcej szczęścia, wystarczy mi, że tu jestem…

Zazwyczaj w większej grupie żegnamy słońce na plaży. To jest zawsze przyjemna okazja do wymiany doświadczeń, dzielenia się spostrzeżeniami. Zmrok zapada szybko, więc wcześnie kładę się spać.

Żyję w takim rytmie od niedzieli do piątku. Tylko sobota jest inna, wtedy nie mam praktyki a wolny dzień zachęca do podróżowania po okolicy. Na nic nie czekam: ani na wolne soboty, ani na poranną praktykę, ani na powrót do domu. Po prostu jestem. Zupełnie zwyczajnie, na drugim końcu świata. I poddaję się temu, co przychodzi…

3 uwagi do wpisu “Zanurzając się w codzienności

Odpowiedz na Ania Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s