Opowieść wigilijna

UNADJUSTEDNONRAW_thumb_5a75.jpg

Nauczyciele duchowi zgodnie twierdzą, że na pewnym, głęboko duchowym poziomie doświadczenia Wszechświat posiada tylko liczbę pojedynczą. Że ponadczasowa Jaźń wypełniająca wszystkie poziomy istnienia jest jedynym i niepodzielnym continuum Miłości. Moje indywidualne ego istnieje tylko w mojej świadomości i stworzone zostało poprzez otaczającą mnie kulturę, tradycję i wychowanie. Pisze o tym Ken Wilber, że na głębokim poziomie doświadczenia duchowego scalamy się z Jednią, która jest wszystkim i zarazem jedynym co istnieje.

Anthony de Mello pisał, że trzeba być uważnym, bo wszystko co robimy, wypływa z egoizmu. Każdy mój dobry uczynek powiększa moje ego: kiedy uda mi się trudna asana, albo kiedy komuś bezinteresownie pomagam, rośnie moje ego, zatem, pomagam z egoizmu. Jezus mówił przecież : „niech twoja lewa ręka nie wie o tym, co robi prawa” (Mt. 6. 3)

Co zrobić zatem z tym niezwykłym szczęściem płynącym z pomagania innym? Jak zinterpretować radość z tego, że mogę Jej pomoc? Czy sama siebie okłamuję i robię to wszystko z egoizmu, w pragnieniu rozwoju mojego własnego ego? Myślałam o tym przez kilka tygodni poprzedzających święta. Aż przyszło zrozumienie: nie ma nic złego w tym, że czuję szczęście, nie ma egoizmu w tym, że czuję radość pomagając starszej, samotnej osobie. Robiąc to dla niej, czynię na tej najgłębszej płaszczyźnie Jaźni lepiej jej i jednocześnie, lepiej sobie. Istnieje przecież tylko liczba pojedyncza.

Wiele razy zastanawiałam się czy jeśli ktoś zapuka do moich drzwi w wieczór wigilijny, czy znajdę w sobie odwagę, aby zaprosić go do stołu. Czy szerokim gestem odsunę drzwi i posadzę gościa przy pustym, gotowym jak nakazuje tradycja, nakryciu. Słowa, które powtarzam często w głowie: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie” wyznaczyły kierunek. Samotna Pani Eugenia zasiadła z nami do wieczerzy wigilijnej. I, jak to się często zdarza, nie ona otrzymała prezent, tylko my. Opowiedziała nam o swoim dzieciństwie na podwileńskiej wsi i o rodzinie dzielącej się miłością w dawno zapomnianych czasach. Potem, o latach wygnania na Syberii i o trwającej poł roku podróży do Polski. I jeszcze o spędzonych w samotności 65 latach. Rosjanie mówili o niej, że jest obca, bo jest Polką, Polacy mówili o niej, że jest obca, bo mówi po rosyjsku. W odległym już jak wileńska baśń dzieciństwie, matka, piękna i mądra kobieta, zaszczepiła w Pani Eugenii pragnienie, by umrzeć na polskiej ziemi…

W wypełniony magią, wigilijny wieczór, Pani Eugenia wyciągnęła spod białego obrusu bardzo długie źdźbło sianka i powiedziała: „To oznacza dłuuugie życie! Wkrótce zniosą wizy dla Polaków, więc zabierzcie mnie do Ameryki. Mam zamiar dożyć tam 130 lat!”

Wesołych świąt!

2 uwagi do wpisu “Opowieść wigilijna

  1. Nieźle. Pomysł jest super. Gratulacje. Też się zastanawiam ile osób by podobnie postąpiło jak Ty razem z Adamem? Historia Waszego gościa jest wzruszająca co i niesamowita. Z pewnością można słuchać tych opowieści z „otwartymi” ustami i chciałoby się słuchać znacznie dłużej a później zastanowić nad losem tych ludzi. Brawo.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s