Fura, skóra i komóra

Ewka wpadała na zajęcia w ostatniej chwili, a w zasadzie, trzeba nazwać to po imieniu, spóźniała się,  układając matę w zacienionym końcu sali. Po zajęciach szybko wychodziła, nie wdawała się w dyskusje, krótkim „cześć” załatwiała sprawę. Czasami, kiedy otwierałam bagażnik mojego maleńkiego autka, mijała mnie w swoim pięknym, sportowym samochodzie, opuszczjąc parking.

Zawsze była zadbana, ale uwagę zwracała pieczołowicie uporządkowana fryzura, odczuwałam lekki dystans, trudno było się do niej zbliżyć. Nie naciskałam. Nie poganiałam. Wydawało mi się, że nie oceniam, że przyglądam się tylko. Nasze jogowe spotkania trwały tak przez rok, może dwa, w wyznaczonym przez nią międzyludzkim dystansie.

Podziwiałam ją, myślałam o niej jak o spełnionej, nowoczesnej kobiecie. Ewka czasami uprzedzała: „nie zdążę za tydzień, mam ważne spotkanie w Warszawie, przepraszam”. Kobieta sukcesu – myślałam, piękna, zadbana, sportowe auto, „sprawy w stolicy”, emocjonujące życie. Mimo, że lata pracy w korporacji mam już bezpowrotnie za sobą, to jednak w ukryciu, w zakątku duszy zazdrościłam. Przyglądałam się jej z podziwem. Akceptowałam fakt, że nie zamierza się ze mną spoufalać, bo kim właściwie jestem, co mogę jej zaoferować, poza kilkoma wygibasami? Trwałyśmy zatem, na swoich upatrzonych wcześniej, bezpiecznych pozycjach, aż do tego jednego dnia.

Przyszła sporo przed czasem, ustawiałam muzykę, krzątałam się w okolicach sali. Z sympatią zagadnęła, zaczęłyśmy rozmawiać. Powiedziała z zaskakującą szczerością, że straciła pracę. Że od jakiegoś czasu przyjeżdża wcześniej, bo już nie jest taka zajęta. Powiedziałam, że to fantastycznie, że teraz ma więcej czasu dla siebie! Nie podzieliła mojego entuzjazmu: „Mam dom, na ogromny kredyt, potrzebuję takiej pracy”. Przyjechała na rowerze, czerwone, sportowe auto zniknęło wraz z intratną posadą. Na koniec uśmiechnęła się, zapytała: „jakie zajęcia zaplanowałaś na dzisiejszą jogę?” „Odwrócone – odpowiedziałam – stanie na głowie – dodałam z uśmiechem”. Odchodziła już, w stronę swojego zacienionego kąta sali, odwróciła się i przez ramię powiedziała niezbyt głośno: „nie robię tych odwróconych, bo mam perukę, a ona nie trzyma się wtedy prawidłowo…”

Wszystko co dotyczyło Ewki, sama sobie wyobraziłam, jej piękne życie, zadbaną fryzurę, sukces i powodzenie. Zastanawiam się, czy gdybym była nieco bardziej wrażliwa, gdybym poświęciła jej trochę więcej uwagi, czy bym to zobaczyła? Osobę, która pojawiła się na mojej ścieżce, bardzo łatwo oceniłam i zinterpretowałam. Niby to nic dziwnego, świat jest przecież jednym, wielkim indywidualnym wyobrażeniem. A jednak przyjęłam tą lekcję z pokorą…

img_1608

 

 

 

2 uwagi do wpisu “Fura, skóra i komóra

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s