Prezent na pożegnanie

Wyjeżdżam. To był rok obfitujący w podróże: Barcelona, Chorwacja, Grecja, i wreszcie Indie i Nepal. Z żadnej nie wracałam z takim smutkiem, w zasadzie muszę przyznać, że ze wszystkich wracałam z radością. Tym razem, odnajduję w sobie uczucie głębokiego żalu z powodu pozostawienia tego cudownego kraju za sobą.

image
Zastanawiam się, dlaczego tak jest, skąd te uczucia? Na twarzach wielu Europejczyków w hali odlotów w Kathmandu maluje się wyraz ulgi. Przeglądają zdjęcia, jak trofea z polowania, poprawiaja jedwabne szale, które otrzymali z swoich wytwornych hotelach na znak szacunku i na pożegnanie. Wrócą do swoich przewidywalnych społeczeńst, czystych ulic, eleganckich sklepów, gdzie nikt nie kłóci się o cenę, do wołowiny, wieprzowiny i kurczaków i będą wieczorami, podczas spotkań z przyjaciółmi dzielić się wrażeniami z egzotycznej podróży. Większość z nich nigdy tu nie wróci. W Nepalu jest brudno, w dużych miastach głośno, jest biednie i mało reprezentacyjnie. „Byłem, zobaczyłem, opowiedziałem”,  przypuszczam, że tak myśli większość z nich.
Nie dostałam jedwabnego szala. Nikt mi nie bił pokłonów za wysokie napiwki przy wyciąganiu bagażu z taksówki. A jednak smutek we mnie ogromny podczas rozstania z tym pięknym miejscem.

image

Ludzie posiadają tu niewiele, ich życie w większości toczy się na ulicy, gdzie siedząc na ziemi, prowadzą bardzo ożywione rozmowy z sąsiadami. Nie gromadzą, nie zabiegają o dobra materialne, żyją prostym życiem, z dnia na dzień, takim samym od wieków. Codziennie, każdy sprzedawca pierwsze zarobione pieniądze ofiaruje bogu, wszystko jedno jakiemu. Ołtarzyk jest w każdym sklepie, dla podniesienia obrotów. Codziennie każdy odwiedzi z rana jakąś świątynię, odprawi rytuały, naznaczy się kropką na czole i otrzyma błogosławieństwo, bo życie duchowe jest tu dużo ważniejsze niż doczesne. Potem wrócą do swoich spraw, będą się serdecznie uśmiechać, nisko kłaniać i składając dłonie mowić „namaste” wyrażając naprawdę głęboki szacunek wobec innych.

image

Wracam do Europy, to jeszcze nie tragedia, są tu też miejsca takie jak Barcelona, w których człowiek czuje się wolny. Wracam jednak do kraju, w którym życie jest bolesne, uciążliwe i mozolne, w którym ludzie im więcej posiadają, tym mniej się uśmiechają. W którym szacunek do drugiego człowieka to niezwykle rzadkie zjawisko. W którym, życie doczesne to jedyne jakie istnieje, dlatego trzeba gromadzić, zabiegać i porównywać się z innym.
Będę już zawsze nosić w sobie błogosławieństwo Góry, jakim zostałam naznaczona. Zostawiłam w jej sercu kawałek siebie. Będę tęsknić za atmosferą Thamelu, gdzie ludzie są wolni i nieskrępowani. Kolorowy, hippisowski tłum, marihuana dostępna na każdym rogu, dredy, tatuaże i wiszące ciuchy. I brak zatroskania przyszłością, bo przecież żyje się tu i teraz. Budda powiedział: „Sam musisz pójść swoją ścieżką, nikt nie powinien i nikt nie może zrobić tego za ciebie”. Wiem, że moja droga jeszcze mnie tutaj doprowadzi. Wiem, że tu wrócę i może już pozostanę, jak setki Euroepejczyków, którzy na ulicach Nepalu odróżniają się od zwykłych turystów.

image

W hali odlotów kobieta. Ma ok. 60 lat, długie, aż do pasa, siwe włosy, workowata spódnica prawie do ziemi, luźny sweter, sportowe buty. Kolorowa torba przewieszona przez jedno ramię, plecak przez drugie, na nadgarstku pęk bransoletek, na szyi rzemienie, korale do medytacji przesuwa sprawnie pomiędzy palcami prawej dłoni. Rysy ma europejskie, ale wyraźnie, jest tutaj u siebie. Łagodne spojrzenie, serdeczny uśmiech.
To ja. Za kilka lat. Mam nadzieję, że będzie we mnie jeszcze tyle ciepła ile bije od niej…

Pierwsze połączenie w długim łańcuszku jest już opóźnione, Air India, należało się tego spodziewać, jak przestrzegali bardziej doświadczeni. Trochę piszę, trochę czytam, sortuję zdjęcia, wtedy podchodzą do mnie dzieci. Indyjska rodzina, piękna jak mała księżniczka dziewczynka i jej młodszy braciszek w garniturze. Wspólnie oglądamy fotografie psów śpiących na ulicach miasta. Cieszy mnie ta chwila spędzona z dziećmi, kolejny, spontaniczny i tak tutaj naturalny wyraz sympatii i zainteresowania. Starsza pani, turystka z Wielkiej Brytanii częstuje mnie czekoladką, mówiąc: „Wygląda na to, że to cukierek właśnie dla Pani!”.

image
Kiedy startujemy, jest już szaro i smutno, wokół Kathamandu chmury, chyba zbiera się na deszcz. Ładne mi pożegnanie, myślę sobie. Samolot się wznosi, mam miejsce przy oknie, powoli godzę się z moim smutkiem. I wtedy to widzę… Himalaje, całe masywy, jak na dłoni, wystające ponad chmurami, skąpane w promieniach zachodzącego słońca…

imageimage

image

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s