Szczęśliwego Tihar

image

Wieczór w Pokharze mimo żalu z powodu rozstania z Górą, upłynął w bardzo radosnych nastrojach. Tego dnia przypadał bowiem Tihar, święto światła.

image
Nepalczycy, w odświętnych, kolorowych strojach tłumnie wyszli na ulice. Domy udekorowane światełkami, jak u nas na Boże Narodzenie. Przed każdym wejściem, usypana z kolorowych barwników i płatków kwiatów mandala, od niej wąska dróżka, wprowadzająca bóstwo do wnętrza domu. Zewsząd słychać muzykę, kolorowe korowody tancerzy przemierzające miasto, zatrzymujące się co kawałek, dające pokaz tańca.

image

W przydrożnej restauracji para obcokrajowców, szybko nawiązujemy rozmowę, są z Rosji, w podróży już od 6 miesięcy. Byli w Indiach, w Malezji, Indonezji, na Bali… Ona pisze artykuły o krajach, które odwiedzają, on jest doradcą finansowym i pracuje online. Kiedyś był zatrudniony w sieci sklepów jako manager i korporacja wyssała z niego tyle energii, że powiedział: „Dość! Chcę żyć inaczej”. Opowiadał o spotkanych ludziach, o swojej pasji fotografowania, o tym, jacy są w swojej drodze szczęśliwi. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że podróżowanie jest prostym i naturalnym stanem, który może celowo się demonizuje. Człowiek podróżujący ma szerokie horyzonty, otwartą głowę, jest tolerancyjny dla innych kultur i tradycji, ale jest też trudny. Nie poddaje się tak łatwo medialnemu przekazowi i nie jest łatwo nim sterować.
Zgodziliśmy się też, że są dwa typy ludzi podróżujących: ci, którzy siedzą przy głównej ulicy i w restauracjach na europejski wzór jedzą kolację przy świecach i ci, którzy w bocznych uliczkach, w przydomowych kuchniach smakują lokalne smaki. Zgodziliśmy się również w tym, że jeżeli ktoś już był w Indiach, to może jeść wszędzie 😊.

image

Przypomniała mi się historia z Bombaju, kiedy zachęcona przez mężczyznę przy wejściu, weszłam do świątyni w mieście. Wychodząc, ten sam mężczyzna przywołał mnie serdecznym gestem, żebym podeszła bliżej. Zobaczyłam, że siedzący na podłodze starzec, z płóciennego worka wyciąga jakieś okruszki i rozdaje ludziom, pochylającym się do niego. Przypomniałam sobie, to Prasadam, pokarm od Boga, wierni przynoszą na ołtarz drobne, wegańskie pożywienie, wypieki albo owoce, które po ceremonii rozdziela się na kawałki i rozdaje wszystkim uczestnikom. Na plecach poczułam dreszcz, pomyślałam o tych brudnych dłoniach, poplamionym worku, zakurzonych ołtarzach, o tych tysiącach bakteri i wirusów czychających teraz na mnie… I wyciągnęłam rękę. Starzec sięgnął głębiej do worka i wydłubał całkiem spory kawałek rozkruszonego ciasta. Wzięłam. Pokłoniłam się. Pomyślałam, że mogę przecież wyrzucić… Ale wiedziałam, że tego nie zrobię, bo to przecież zaszczyt, kiedy Bóg się z Tobą dzieli. Zjadłam. Bóg się znowu uśmiechnął.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s