Odwrót

Idąc, myślę po angielsku. Tyle tu tego języka, że w głowie zaczynam układać sobie myśli po angielsku. I przypomina mi się moje dawne olśnienie, kiedy rozdzieliłam swoją świadomość na poziomy. Te myśli po angielsku, mogą być również po polsku, po rosyjsku lub po włosku, jeśli się kiedyś nauczę 😊, one są najwolniejsze. Płyną powoli, w tempie wypowiadanych słów. Są niesforne, trudno nad nimi zapanować, czasami kręcą się w kółko.

Są jeszcze inne myśli, krótkie, szybkie jak błyski, impulsy elektryczne, które przenoszą treści, ale nie są uwarunkowane językiem. Składają się z wrażeń, uczuć, pomysłów, idei. Trudno je złapać, jeszcze trudniej uciszyć. Czasami przynoszą olśnienie, nagły smutek czy spontaniczną radość, są odpowiedzialne na nastrój, za natchnienie, wzruszenie.

Ale, jest jeszcze jeden poziom, ten, na którym podejmuję decyzje jak będę myśleć, ten, na którym włączam lub zmieniam język, ten, na którym słucham, lub nie, swoich myśli. Poziom, na którym odbieram, analizuję i przyswajam wszystkie wrażenia. To jestem właśnie Ja. To Jaźń, najprawdziwsze Istnienie, które jest ponadczasowe, ponadjęzykowe i ponadkulturowe. To niczym nieuwarunkowany Byt.

Noc spędzona w jadalni, z grupą nepalskich tragarzy. Nad ranem temperatura w pomieszczeniu spadła do ok. 0, całą noc trzęsłam się z zimna, nie mogłam zasnąć. Ok. 5 rano w kuchni zaczął się ruch, trzeba było wstawać. Kiedy rano, ok. 6 rozpoczął się spektakl budzenia się Annapurny w pierwszych promieniach słońca, nie miałam sił się nim cieszyć. Trzęsłam się z zimna. W takim stanie ruszyłam w drogę powrotną i znowu myślałam, że sobie nie poradzę. Z czasem doszłam do siebie, znowu przyspieszyłam, to ja nadawałam tempo na końcu. Po drodze zatrzymałam się przed tą samą kapliczką, co wczoraj. Stał tam turysta z Japonii, opowiedział mi historię, że ona stoi tutaj na pamiątkę kogoś, kto spadł ze skały do strumienia. Opowiedziałam mu moją historię, jak dzień wcześniej prosiłam tutaj o siły. Bardzo serdecznie podziękował mi za moją historię, poniesie ją ze sobą dalej…

Annapurna to kilka szczytów, wypiętrzonych wokół płaskiej przestrzeni. W jednej części jest kilka hotelikówk, w drugiej wielkie zapadlisko, jakby krater, do którego zsypują się skały, trwa ciągły ruch, słychać jak góra żyje. Wygląda to naprawdę niezwykle, jakby góra odsłaniała swoje trzewia, jakby przyjmowała nas na swoim brzuchu. To miejsce nazywane jest Sanktuarium i naprawdę majestat natury wywołuje poczucie świętości.
Ludzie na trasie pozdrawiają się słowem „namaste”. Mówią tak do turystów, do miejscowych, wszyscy do wszystkich. Nie mają też oporów, żeby pytać: skąd jeseście, ile masz lat czy czym się zajmujesz w swoim kraju. To sprawia wrażenie, że wszyscy na szlakach są ze sobą zaprzyjaźnieni. Powoli, a właściwie dość szybko wracamy, jutro jak dobrze pójdzie, znowu Pokhara. Dzisiaj 8 godzin zejścia, z ABC do Chhomrong, z 4130m na 2170, dwa etapy w jeden dzień. Pierwszy do trzech dni prysznic i to od razu gorący naprawdę ratuje życie!

Nadal bez zdjęć, łącze jest ciągle za wolne na wysłanie fotografii. Ale obiecuję wkrótce większą dawkę 😊

2 uwagi do wpisu “Odwrót

  1. Iwona, PRZE-PIĘ-KNIE!!! 🙂 opisujesz swoją wyprawę i wszystkie doświadczenia. Lektura o Twojej podróży stanowi codzienny element mojego dnia. A konkretnie – jest bonusem pod koniec dnia, spotkaniem z innym, jakże ciekawym światem, otwarciem głowy na coś innego! Dziękuję, że mogę z tego korzystać. Może przebukuj bilet 🙂
    Wspaniałej wyprawy w ciągu dalszym! Pozdrawiam z lekko jesiennego już Dolnego Śląska, MW

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s