Kryzys

Wreszcie mnie coś boli. Czuję przejmujący ból w łydkach, z trudem pokonuję schody do toalety, otoczonej ceramiką dziury w ziemi. Kąpiel musi poczekać na lepsze czasy. Kładę się bardzo wcześnie, już ok. 17 i próbuję zasnąć w tym maleńkim, ciemnym pokoju, bez elektryczności, który dzielę z 6 osobami.
Rano czuję, jakbym w ogóle nie zmrużyła oka, jestem zmęczona, łydki bolą jeszcze bardziej. Drogę zaczynam bez śniadania, kawa i ciasteczka, szkoda każdej minuty. Podobno bardzo trudno o noclegi w ABC (Annapurna Base Camp), grupy zorganizowane mają rezerwację, indywidualni muszą liczyć na szczęście i może miejsce w jadalni.
Mam kryzys. Boli mnie głowa, jest mi niedobrze, boję się, że organizm zmaga się ze zmianą ciśnienia i że nie daje rady. Głowa wpada w panikę, myśli kotłują się w głowie, co ja tu właściwie robię? Czy dam radę? Może to ponad moje siły? Męczę się, plączą mi się nogi, potykam się, plecak taki dziś ciężki. Mijam buddyjską kapliczkę, kładę kamień na jej daszku i błagam wszystkich bogów, żeby pozwolili mi dojść do końca.
Drzewa rosną coraz rzadziej, zaczyna się otwarta przestrzeń. Biorę głęboki oddech, robię w głowie krok do tylu i uspokajam myśli. Przejmuję kontrolę nad ciałem i umysłem, mówię do siebie po cichu. Uspokajam się. Zaczynam wierzyć, że sobie poradzę.
Na otwartej przestrzeni jest mi łatwiej, idę coraz odważniej, odzyskuję siły. Nagle zza gór wychodzi słońce, Bóg się uśmiecha. Odzyskuję siły, nadaję tempo, przyspieszam.
Spiesząc się, omijamy Machapuchare Base Camp, idziemy bez przerwy do końca. Krajobraz się rozszerza, wokół tylko skały, w oddali widać cel, ABC.
To miejsce nazywane jest Sanktuarium Annapurny (4139m). Wchodzimy w przestrzeń pomiędzy szczytami, jakbyśmy gościli na brzuchu tej ogromnej góry. Khatarsis, po to była ta cała droga, po to męczyłam się i walczyłam ze sobą, łzy szczęścia… Wiatr się uciszył, słońce przygrzewa, w okół magiczna cisza. Docieramy do ABC przed czasem, zdaje się, że narzuciłam dość szybkie tempo. Dzień w słońcu, pod szczytami Annapurny, nocleg w jadalni. W oczekiwaniu na ostatni spektakl, na wschód słońca w Sanktuarium…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s